niedziela, 25 lutego 2018

Desperacko szukam wiosny

I chociaż słoneczko daje nikłą nadzieję, że to już niedługo. Tymczasem ja postanowiłam ją przywołać. Moje zajączki są naprawdę wiosenne. Dzisiaj pierwszy




I bukiecik tulipanów
Miłej niedzieli.

piątek, 23 lutego 2018

Długo szukałam

chyba ze dwa lata. Zamarzyło mi się łóżeczko dla lalek Helenki, żeby będąc u babci, mogła się bawić w prawdziwy dom. I znalazłam! Po długich poszukiwaniach, takie jak chciałam. Nie jakieś kolorowe z plastiku, ale właśnie to wymarzone, drewniane, pachnące prawdziwym drewnem.
 Piękne, solidne, na drugi dzień po zamówieniu stanęło w moim domu. Mało tego, gadu, gadu z Panem Robertem okazało się, że na stanie jest jeszcze krzesełko do karmienia dla lalki. Bajka! Byłam wniebowzięta.
A potem to już wyobraźnia wzięła górę i Pan Robert dosłownie w dwa, trzy dni dorobił wszystko co jeszcze zamówiłam. Mebelki mam kilka dni, są spore i nadal stoją w salonie, i cieszą oko. Już sobie wyobrażam jaką radość sprawią Helence. 
To nie jest żaden post sponsorowany. Po prostu kocham dobrą, rzetelną robotę, do tego mebelki nie są drogie. Są cudne.W razie czego służę kontaktem. Panie Robercie, dobra robota!
Same spójrzcie:






Teraz mam dylemat: rozsądek podpowiada, żeby zrobić ładne białe mebelki, serce, że słoje takie piękne, więc bejca. Ponieważ nie mogę się zdecydować, na razie zostaną takie, jakie są.
Padł drugi aparat i zdjęcia robione są telefonem, przez co jakość nie za bardzo. Pozdrawiam wszystkich, dzięki za komentarze pod poprzednim postem.

środa, 21 lutego 2018

Trwają ferie

ale moje maluchy już wyjechały, żeby poodpoczywać na nartach. W domu jeszcze przez kilka dni będą ślady ich bytności, ale już jest za cicho i już tęskno. Przez ten tydzień było w domu prawdziwe zoo - dosłownie i w przenośni. Staś budował fortecę z kartonów, a z Antkiem wprowadzaliśmy kolejne zwierzątka do naszego zoo. Babcine małpy opanowały taras




Powstał też zajączek, ściśle według sugestii


Powstał też bukiet tulipanów

A to cała Antosiowa kolekcja. Babcia tylko ubrała zwierzątka


 Były też prezenty od Joasi


I od Lidki magnesiki i cudne babskie przydasie

Bardzo, bardzo dziękuję!

środa, 7 lutego 2018

I choć malutko mnie na blogu

bo sporo ważnych spraw na głowie i czasu brak, to przyjazne duszyczki nie zapomniały i lawiną niespodzianek mnie obdarowały. Radość przeogromna, bo raptem dziesiątki przydasi na stole i miliony pomysłów na ich wykorzystanie. Więc jak zwykle się chwalę, bo są to dla mnie rzeczy ważne, a serducha cudownych dziewczyn są najważniejsze. Co roku obdarowujemy się z Bożenką prezentami na urodzinki. Sporo jest takich osobistych i te pozostają dla nas, ale cudowne dziadostwo od Bożenki zażyczyłam sobie już po raz drugi i właśnie Wam pokazuję. Pierwsze dostałam pięć lat temu i jest już mocno nadszarpnięte zębem czasu. Oto moje nowiusieńkie, jeszcze bez igiełek w brzuszku i pupie.




Dzień później dotarła paka od Reni, bo trudno to nazwać paczką. A wszystko dlatego, że skończył mi się pluszowy materiał na moje łosie. W sklepach drogi, więc ja po prośbie do Reni, że jak gdzieś natknie się na coś takiego, to dla Danusi. Minęło parę dni i pan kurier ledwo dotargał paczkę pod drzwi. A w niej same cuda: materiały, pudełka, pudełeczka, stos kartek wykonanych przez Renię i cudny, cudny kalendarz. Popatrzcie same







Niedawno też otrzymałam kolejną porcję pozytywnej energii i wspaniałych przydasi od Uleńki z Manufaktury Dobrych Klimatów i Sylwii z Anielskiej Szpulki. Naprawdę dostałam skarby. Dziewczyny są niesamowite. Czuję się obdarowana jak królowa.





To niewielka część tego, czym zostałam obdarowana.
Czasami siadam sobie w fotelu i myślę, że wielka szczęściara ze mnie, bo kiedy ciężko, kiedy coś tam nie idzie, to gdzieś tam daleko, mam moje dziewczyny. One dają mi siłę. 
I żeby Was nie zanudzić, to o kolejnych niespodziankach następnym razem.

piątek, 26 stycznia 2018

I żeby temat zakończyć

prezentuję Wam ostatnią z moich lal. Ruda siedziała w aparacie od kilku dni, ale nie mogłam zgrać zdjęć na bloga. Psuje mi się parami, a nawet czwórkami cały sprzęt. Coś się odblokowało, w każdym razie pokazuję rudą, a niedługo, jak będzie nowy aparat, pochwalę się prezentami, które  mnie  ogromnie ucieszyły. 




Miłego weekendu!

niedziela, 21 stycznia 2018

Waldorfska

z runa owczego czyli kolejny eksperyment. Coraz bardziej rozumiem i wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Polubiłam te laleczki i dziubanie przy nich. Żmudne, czasochłonne, wielokrotnie zmieniane i poprawiane, ale nic a nic mnie to nie zniechęca. Dziwne, bo jak udziergam coś na drutach i nie wyjdzie, to dostaję białej gorączki, kiedy trzeba spruć i poprawić, A tu nie ma sprawy, jak trzeba to włoski zmieniam kilka razy, a nawet całe główki wymieniam, bo coś nie pasuje.
Oto moja nowa:





Rozpadł się mój ukochany aparat i trzeba było wyciągnąć starego Olympusa, więc zdjęcia są jakie są.
Miłej niedzieli!